Zapraszam Was dziś w niezwykłą podróż, która zabierze nas do samych korzeni jednego z moich ulubionych egzotycznych owoców kiwi. Odkryjemy jego prawdziwe pochodzenie, prześledzimy globalne szlaki upraw i, co najważniejsze dla mnie jako podróżnika, zainspirujemy się do turystycznych wypraw śladami tego zielonego skarbu. Przygotujcie się na odkrycia, które mogą Was zaskoczyć!
Kiwi pochodzi z Chin, ale uprawiane jest globalnie, inspirując do podróży.
- Prawdziwą ojczyzną kiwi są Chiny, a konkretnie dolina rzeki Jangcy, skąd owoc pochodzi ze stanu dzikiego.
- Obecnie Chiny są największym producentem kiwi na świecie, odpowiadając za ponad połowę globalnych zbiorów.
- Nowa Zelandia, choć nie jest ojczyzną kiwi, rozsławiła owoc na świecie, nadając mu nazwę "kiwi" (od ptaka) i rozwijając komercyjne uprawy oraz globalną markę Zespri.
- W Europie największymi producentami kiwi są Włochy (regiony takie jak Lacjum, Piemont) i Grecja (Macedonia, Tesalia).
- Plantacje kiwi, zwłaszcza w Nowej Zelandii (Te Puke) i Włoszech, oferują możliwości agroturystyki, pozwalając na zwiedzanie i degustację.
- W Polsce możliwe jest uprawianie mrozoodpornych odmian Aktinidii ostrolistnej, znanych jako "mini kiwi".
Dla wielu z nas kiwi to synonim Nowej Zelandii, prawda? Tymczasem, jak często bywa z egzotycznymi owocami, jego historia jest znacznie bardziej złożona i pełna niespodzianek. Prawdziwe korzenie kiwi, czyli Aktinidii chińskiej (Actinidia chinensis), sięgają dalekiej doliny rzeki Jangcy w północnych Chinach. To właśnie tam, w dzikich zakątkach, ten pyszny owoc był zbierany przez wieki, zanim wyruszył w swoją globalną podróż. Dla mnie to zawsze fascynujące, jak bardzo nasze wyobrażenia o pochodzeniu produktów mogą odbiegać od rzeczywistości.
Co ciekawe, zanim kiwi stało się kiwi, nosiło nazwę "chiński agrest". Dopiero około 1959 roku, w słonecznej Nowej Zelandii, owoc ten zyskał swoją obecną, rozpoznawalną na całym świecie nazwę. Została ona nadana na cześć nielotnego ptaka kiwi, symbolu tego kraju, ze względu na podobieństwo jego brązowej, owłosionej skórki do upierzenia ptaka. To właśnie Nowa Zelandia odegrała kluczową rolę w komercjalizacji i globalnej promocji tego owocu, przekształcając go z lokalnego przysmaku w międzynarodowy hit, mimo że jego ojczyzną są Chiny.
Światowi potentaci kiwi: gdzie dziś pulsuje serce globalnych upraw?
Skoro już wiemy, skąd pochodzi kiwi, pora przyjrzeć się, gdzie obecnie bije serce globalnych upraw. I tu kolejna niespodzianka dla tych, którzy myśleli o Nowej Zelandii jako o największym producencie. Chiny, prawdziwa kolebka kiwi, są dziś także jego cichym, ale absolutnym liderem w globalnej produkcji. Odpowiadają za ponad połowę światowych zbiorów, co jest dowodem na to, że ten owoc doskonale czuje się w swojej ojczyźnie, a chińscy rolnicy z mistrzostwem wykorzystują jego potencjał.

Mimo chińskiego pochodzenia i dominacji w produkcji, to Nowa Zelandia stała się globalnym ambasadorem kiwi. To tutaj, na początku XX wieku, trafiły nasiona z Chin, dając początek komercyjnym uprawom. Nowozelandczycy, z ich innowacyjnym podejściem do rolnictwa i marketingu, stworzyli markę Zespri, która dziś jest globalnym liderem w sprzedaży i promocji kiwi. Ich sukces to nie tylko wysoka jakość owoców, ale także wprowadzanie na rynek nowych, ekscytujących odmian, takich jak słodkie i soczyste kiwi SunGold, które podbiło serca konsumentów na całym świecie. To przykład tego, jak można wziąć produkt i uczynić go globalnym fenomenem.
Przenosząc się do Europy, nie sposób nie wspomnieć o Włoszech, które są największym producentem kiwi na naszym kontynencie. Kiedy przemierzam włoskie regiony, takie jak Lacjum, Piemont, Emilia-Romania czy Wenecja Euganejska, często natykam się na rozległe plantacje. Klimat i żyzne gleby sprzyjają uprawie tego owocu, a włoscy rolnicy z dumą kontynuują tradycje sadownicze, dostarczając na europejskie stoły pyszne i świeże kiwi.
Na globalnej mapie smaku kiwi ważne miejsce zajmuje również Grecja, zwłaszcza regiony Macedonii i Tesalii, gdzie sady kiwi są coraz częstszym widokiem. Nie możemy zapomnieć także o Chile, które dzięki swojemu zróżnicowanemu klimatowi i dogodnym warunkom, stało się istotnym eksporterem kiwi, zwłaszcza poza sezonem w Europie. To pokazuje, jak bardzo ten owoc zadomowił się w różnych zakątkach świata.
Turystyka szlakiem kiwi: czy można zwiedzać plantacje i poczuć smak przygody?

Dla mnie, jako miłośnika podróży, możliwość połączenia zwiedzania z odkrywaniem lokalnych produktów jest zawsze priorytetem. I tu mam dla Was świetną wiadomość! Jeśli marzycie o tym, by zobaczyć, jak rośnie kiwi, Nowa Zelandia oferuje fantastyczne możliwości agroturystyki. Region Bay of Plenty, często nazywany "owocową misą kraju", a zwłaszcza miasteczko Te Puke, to prawdziwa mekka dla fanów kiwi. Można tam wybrać się na wycieczkę z przewodnikiem po plantacji, takiej jak słynne Kiwi 360, gdzie dowiecie się wszystkiego o uprawie, a co najważniejsze spróbujecie świeżych owoców prosto z krzewu. To niezapomniane doświadczenie, które pozwala zrozumieć, ile pracy i pasji kryje się za każdym owocem.
Choć na mniejszą skalę niż w Nowej Zelandii, również we Włoszech znajdziemy gospodarstwa agroturystyczne, które oferują podobne doświadczenia związane z kiwi. Zwiedzanie plantacji, degustacje i możliwość zakupu lokalnych produktów to świetny sposób na poznanie regionu od innej strony. Dla mnie to zawsze najlepszy sposób na autentyczne doświadczenie danego miejsca przez jego smaki i zapachy.
A co z Polską? Czy możemy stworzyć własny sad kiwi w ogródku?
Zawsze zastanawiam się, co z tych egzotycznych inspiracji możemy przenieść na nasze polskie podwórko. I tu z radością mogę powiedzieć: tak, uprawa kiwi w Polsce jest możliwa! Kluczem jest jednak wybór odpowiednich, mrozoodpornych odmian Aktinidii ostrolistnej (Actinidia arguta). Te odmiany rodzą mniejsze owoce, często nazywane "mini kiwi" lub "kiwi berry", które charakteryzują się gładką skórką i intensywnym smakiem. To świetna alternatywa dla tych, którzy chcą spróbować swoich sił w uprawie egzotycznych roślin w naszym klimacie.
Posiadanie własnego "mini kiwi" w ogródku to realny cel dla każdego pasjonata ogrodnictwa. Oczywiście, nie będzie to uprawa na skalę przemysłową, ale satysfakcja z zebrania własnych, egzotycznych owoców prosto z krzewu jest bezcenna. To dowód na to, że nawet w Polsce możemy poczuć odrobinę egzotyki i cieszyć się smakiem owoców, które zazwyczaj kojarzymy z dalekimi podróżami.
